Witaj Przemku, Ciebie też długo nie było. Skoro jesteśmy przy tym prymitywizmie, to wydobyłam z wypowiedzi Pana Bernarda jeszcze jeden wątek, a mianowicie, zachowania przejawiane przez naszych młodych "czasowych emigrantów" na obcej ziemi. Wstydliwy to problem, ale dla równowagi trzeba również pamiętać, jak zachowują się "wyspowi turyści", kiedy przyjeżdżają do nas, do Lublina może nie koniecznie, ale Kraków jest dla nich bardziej atrakcyjny i jakie wtedy, pod wpływem promili przejawiają zachowania. Po takiej analizie porównawczej, połowa ciężaru i wstydu zostaje zredukowana, chociaż druga zostaje i to nie jest chwalebne. No cóż, jak partia Palikota rozwinie swoje skrzydła, może być jeszcze gorzej, chyba że wzorem przywódcy wszyscy poddani będą abstynentami i wegetarianami. Pozdrawiam.
udało się wpisać hmm polis pisane przez Pi itd... a gdybym nie znał Pi?
145-6 ciment to kolejny kot - ciekawe czy w tym są jakieś promile?
jak to było? zapraszamy do gejta drugiego?
o kota mam podać z obrazka?
chyba tak zwalczany jest spam - ostatnio na itvl wszechobecny.
Ale przecie nie o tym miałem napisać.
Stęskniłem się za Panem Bernardem. Ta lampka zapalona oczywiście to dobry pomysł.
Azjaci i nie tylko Azjaci lecz i Europejczycy hmm jedni przyszli pchani bagnetami inni opuścili zalaną czerwonym morzem ojczyznę sami opuszczeni i oszukani przez Polaków, kolejni jeszcze wcześniej byli tu jako zaborcy - przynajmniej formalnie w tym charakterze tu byli. Człowiek umiera - każdy człowiek prędzej czy później. Okupant, zaborca, wygnaniec bez różnicy. Śmierć kończy nasze sprawy na tym świecie - wszelkie sprawy - odbiera funkcje i tytuły, zamienia człowieka w proch...
Choć myślę że prawdziwe będzie tez stwierdzenie że na powrót zamienia proch jakim się w czasie życia staliśmy w człowieka. Umarłemu ani zemsta żywych ani ich żal czy szacunek wreszcie i ich smutek już na nic. To co żywi myślą i czują to już dla nich. Umarłego trzeba traktować tak jakby się narodził - nie ma wobec niego miejsca na złość jest tylko obowiązek wobec niego - ostatni już zresztą (i poniekąd również jest to obowiązek dla nas nie dla kogoś kogo już nie ma - nie ma w każdym razie wśród nas). Wspominamy i tak dajemy żyć w nas komuś kto w sobie tu między nami już nie żyje. Nieznajomym palimy lampki. Jednak tak naprawdę to nie możemy już dać wiele więcej umarłym ale za to oni nam owszem mogą choćby w takim wspomnieniu jak to Pana Bernarda. Nie znaliśmy wszak owego osiemdziesięcioośmiolatka który zmarł w Albionie a przecie ustami Pana Bernarda do nas gadał - może nie tyle do nas bo my podsłuchiwaliśmy tylko tego jak gadał z Panem Bernardem - przy czym jedynie tego ostatniego słyszeliśmy ;-)
Azja która jest w nas to nie tyle kontynent co zwykła ludzka prymitywność. Prymitywność w naszych głowach w rozumach w myślach. Prymitywność nie azjatycka wcale ale zwyczajnie ludzka.
I nie jest to prostota czy prostolinijność ani prymitywność pierwotna lecz objaw choroby indywidualnej i społecznej jaką jest brak kultury - brak w niej uczestnictwa. Nasze oglądactwo telewizyjnej "misji" nasze uleganie łatwe reklamie politycznej czy handlowej, nasz brak związku z przekazanym nam przez już umarłych i wciąż przekazywanym przez żywych dziedzictwem myśli emocji i uczuć. Prymitywność i moja bo nie znajduję słowa lepszego niż prymitywność (a wiem że to słowo niezbyt pasuje). Cóż człowiek nie bywa doskonały ale może się doskonalić. Doskonalić się choćby paląc świeczki azjatom albo...
wpisując kota z obrazka - celem opanowania automatycznego spamu. Pozdrawiam i czekam na kolejny felieton bo już czułem spory brak tego co prymitywizm mój powstrzymuje.
mój kot jest po grecku??? niezłe i jak ja mam to wpisać???
Nie jestem gorliwą zwolenniczką PO, mam krytyczny stosunek do powolnego rządzenia Krajem, nie uznając, że powoli, to zawsze bezpiecznie, ale to, co Pan nakreślił w swoim felietonie uruchomiło u mnie przywołanie na pamięć epizodu "dziadka z Wehrmachtu". Ileż wtedy było emocji, tych zupełnie niepotrzebnych, wyzwolonych z nieporozumienia, niedomówień, czy celowych insynuacji. Dobrze, że Pan nawiązał do tak drażliwych spraw, które komplikowały losy nie jednej rodziny. A co do zapalenia symbolicznego znicza na anonimowych (i nie tylko) grobach, nawet "historycznych przeciwników czy wrogów" - jestem absolutnie ZA. W tym, między innymi, przejawia się CZŁOWIECZEŃSTWO i jego wielkość.
Gorycz, smutek i refleksja na najbliższe dni - to perspektywa, w jakiej Pan odniósł się do swoich ostatnich przeżyć. Odchodząc od tej przedświątecznej zadumy, dobrze że jest już Pan w Kraju, a tu dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Nie zabraknie więc inspiracji do dalszego zatroskania o bieżące problemy i krytycznego odniesienia do koncepcji ich przezwyciężania. Dominantą polityczną jest wszechobecny kryzys, ten finansowy, który nabiera rozmachu i generuje inne kryzysy, w innych znaczących obszarach, a to ukazuje duży zakres nieporadności na wysokich szczeblach drabiny strukturalnego zarządzania w globalnej gospodarce. Zapalanie zniczy, to symboliczne na grobach zaniedbanych i tych wirtualnych, można traktować jako duchowe zbliżenie, pamięć ludzi i zdarzeń, nawet pojednanie poza czasem i przestrzenią, dlatego nie przeszkadza mi to, że postawi Pan lampkę/znicz, z myślą o Azjatach, tych którzy zakończyli życie na naszej ziemi. Może nawet zainspiruje Pan, swoją drogą, do tego, żeby obejrzeć się dookoła i spróbować przystanąć w zadumie tam, gdzie od dawna nikt się nie zatrzymywał. Pozdrawiam.
Komentarze (5)