Panie Bernardzie,
ma Pan wyjątkową umiejętność do prowadzenia myśli, do płynnego i logicznego przechodzenia od jednych faktów i sytuacji, do drugich. I to jest zasadniczy powód mojej obecności na Pana blogu. Dobrze, że zwraca Pan uwagę na to, że o mowę ojczystą trzeba dbać, że nie warto z niej robić śmietnika. Odniósł się Pan do wulgaryzmów w wydaniu osób publicznych/dziennikarzy, podając konkretny przykład z jednego tytułu wydawniczego. Oczywiście, wulgaryzmy nie są nam potrzebne - z nimi nie żyje się łatwiej, a bez nich znowuż nie jest życie trudniejsze. Mają uwagę zwraca jednak jeszcze co innego, na co Pan wskazuje w swojej wypowiedzi, a mianowicie zróżnicowanie "wagi" słów, na przykładzie tej "świni". Otóż, kiedy mówimy, że ktoś jest "świnią" - to kierujemy uwagę oceniającą na osobę i wchodzimy w obszar naruszenia osobistej godności, podlegamy pod pewne "paragrafy", a nie tylko przejawiamy nieeleganckie formy komunikowania się. Ale możemy posługiwać się innym wyrażeniem "od świńskim", a mianowicie mówiąc, że "to jest świństwo", a więc przenosząc ocenę z osoby na jej zachowanie i wtedy zmienia się perspektywa analizy osoby, która wypowiedziała swój sąd/pogląd, na określoną sytuację, którą próbuje wartościować i oceniać. Zgadzam się - wulgaryzmom mówimy - "precz". Na koniec pragnę zaznaczyć, że Pan również z pewną swadą i dość "niewybrednie" zacytował za Krytyką Polityczną ....... Pozdrawiam.
Język jako narzędzie porozumiewania się - ma swój kod, swoją dynamikę, rozwój, wzajemne przenikanie się między warstwą naukową i tą potoczną. Język potoczny jest językiem czynnym/żywym, podlega więc różnorodnym modyfikacjom i zniekształceniom. Neologizmy tworzone przez dziennikarzy, zapewne niewielu już dziwią, ale niektóre zapewne irytują. Ciekawa myśl: "pies jest lepszy od mężczyzny, bo umie lepiej słuchać", a może bez tego porównania mężczyzny do psa, warto zamienić na "umie i chce reagować", oczywiście chodzi o psa. A mężczyzna? Wystarczy, że " jest", a reszta najczęściej poza zasięgiem! Przerzucanie się inwektywami, technika "odwracania/zamiany ról", czyli to "odwracanie kota ogonem" - to przejaw nie tylko dzisiejszych czasów, ale prowokacja, która była, jest i będzie, ponieważ wyprowadzanie ludzi na manowce daje czas "winowajcom" na wypracowanie i zastosowanie innych strategii i taktyk działania. Ciekawy wywód!
Panie Bernardzie,
ma Pan wyjątkową umiejętność do prowadzenia myśli, do płynnego i logicznego przechodzenia od jednych faktów i sytuacji, do drugich. I to jest zasadniczy powód mojej obecności na Pana blogu. Dobrze, że zwraca Pan uwagę na to, że o mowę ojczystą trzeba dbać, że nie warto z niej robić śmietnika. Odniósł się Pan do wulgaryzmów w wydaniu osób publicznych/dziennikarzy, podając konkretny przykład z jednego tytułu wydawniczego. Oczywiście, wulgaryzmy nie są nam potrzebne - z nimi nie żyje się łatwiej, a bez nich znowuż nie jest życie trudniejsze. Mają uwagę zwraca jednak jeszcze co innego, na co Pan wskazuje w swojej wypowiedzi, a mianowicie zróżnicowanie "wagi" słów, na przykładzie tej "świni". Otóż, kiedy mówimy, że ktoś jest "świnią" - to kierujemy uwagę oceniającą na osobę i wchodzimy w obszar naruszenia osobistej godności, podlegamy pod pewne "paragrafy", a nie tylko przejawiamy nieeleganckie formy komunikowania się. Ale możemy posługiwać się innym wyrażeniem "od świńskim", a mianowicie mówiąc, że "to jest świństwo", a więc przenosząc ocenę z osoby na jej zachowanie i wtedy zmienia się perspektywa analizy osoby, która wypowiedziała swój sąd/pogląd, na określoną sytuację, którą próbuje wartościować i oceniać. Zgadzam się - wulgaryzmom mówimy - "precz". Na koniec pragnę zaznaczyć, że Pan również z pewną swadą i dość "niewybrednie" zacytował za Krytyką Polityczną ....... Pozdrawiam.
Język jako narzędzie porozumiewania się - ma swój kod, swoją dynamikę, rozwój, wzajemne przenikanie się między warstwą naukową i tą potoczną. Język potoczny jest językiem czynnym/żywym, podlega więc różnorodnym modyfikacjom i zniekształceniom. Neologizmy tworzone przez dziennikarzy, zapewne niewielu już dziwią, ale niektóre zapewne irytują. Ciekawa myśl: "pies jest lepszy od mężczyzny, bo umie lepiej słuchać", a może bez tego porównania mężczyzny do psa, warto zamienić na "umie i chce reagować", oczywiście chodzi o psa. A mężczyzna? Wystarczy, że " jest", a reszta najczęściej poza zasięgiem! Przerzucanie się inwektywami, technika "odwracania/zamiany ról", czyli to "odwracanie kota ogonem" - to przejaw nie tylko dzisiejszych czasów, ale prowokacja, która była, jest i będzie, ponieważ wyprowadzanie ludzi na manowce daje czas "winowajcom" na wypracowanie i zastosowanie innych strategii i taktyk działania. Ciekawy wywód!
Panie Bernardzie,
ma Pan wyjątkową umiejętność do prowadzenia myśli, do płynnego i logicznego przechodzenia od jednych faktów i sytuacji, do drugich. I to jest zasadniczy powód mojej obecności na Pana blogu. Dobrze, że zwraca Pan uwagę na to, że o mowę ojczystą trzeba dbać, że nie warto z niej robić śmietnika. Odniósł się Pan do wulgaryzmów w wydaniu osób publicznych/dziennikarzy, podając konkretny przykład z jednego tytułu wydawniczego. Oczywiście, wulgaryzmy nie są nam potrzebne - z nimi nie żyje się łatwiej, a bez nich znowuż nie jest życie trudniejsze. Mają uwagę zwraca jednak jeszcze co innego, na co Pan wskazuje w swojej wypowiedzi, a mianowicie zróżnicowanie "wagi" słów, na przykładzie tej "świni". Otóż, kiedy mówimy, że ktoś jest "świnią" - to kierujemy uwagę oceniającą na osobę i wchodzimy w obszar naruszenia osobistej godności, podlegamy pod pewne "paragrafy", a nie tylko przejawiamy nieeleganckie formy komunikowania się. Ale możemy posługiwać się innym wyrażeniem "od świńskim", a mianowicie mówiąc, że "to jest świństwo", a więc przenosząc ocenę z osoby na jej zachowanie i wtedy zmienia się perspektywa analizy osoby, która wypowiedziała swój sąd/pogląd, na określoną sytuację, którą próbuje wartościować i oceniać. Zgadzam się - wulgaryzmom mówimy - "precz". Na koniec pragnę zaznaczyć, że Pan również z pewną swadą i dość "niewybrednie" zacytował za Krytyką Polityczną ....... Pozdrawiam.
Język jako narzędzie porozumiewania się - ma swój kod, swoją dynamikę, rozwój, wzajemne przenikanie się między warstwą naukową i tą potoczną. Język potoczny jest językiem czynnym/żywym, podlega więc różnorodnym modyfikacjom i zniekształceniom. Neologizmy tworzone przez dziennikarzy, zapewne niewielu już dziwią, ale niektóre zapewne irytują. Ciekawa myśl: "pies jest lepszy od mężczyzny, bo umie lepiej słuchać", a może bez tego porównania mężczyzny do psa, warto zamienić na "umie i chce reagować", oczywiście chodzi o psa. A mężczyzna? Wystarczy, że " jest", a reszta najczęściej poza zasięgiem! Przerzucanie się inwektywami, technika "odwracania/zamiany ról", czyli to "odwracanie kota ogonem" - to przejaw nie tylko dzisiejszych czasów, ale prowokacja, która była, jest i będzie, ponieważ wyprowadzanie ludzi na manowce daje czas "winowajcom" na wypracowanie i zastosowanie innych strategii i taktyk działania. Ciekawy wywód!
Panie Bernardzie,
ma Pan wyjątkową umiejętność do prowadzenia myśli, do płynnego i logicznego przechodzenia od jednych faktów i sytuacji, do drugich. I to jest zasadniczy powód mojej obecności na Pana blogu. Dobrze, że zwraca Pan uwagę na to, że o mowę ojczystą trzeba dbać, że nie warto z niej robić śmietnika. Odniósł się Pan do wulgaryzmów w wydaniu osób publicznych/dziennikarzy, podając konkretny przykład z jednego tytułu wydawniczego. Oczywiście, wulgaryzmy nie są nam potrzebne - z nimi nie żyje się łatwiej, a bez nich znowuż nie jest życie trudniejsze. Mają uwagę zwraca jednak jeszcze co innego, na co Pan wskazuje w swojej wypowiedzi, a mianowicie zróżnicowanie "wagi" słów, na przykładzie tej "świni". Otóż, kiedy mówimy, że ktoś jest "świnią" - to kierujemy uwagę oceniającą na osobę i wchodzimy w obszar naruszenia osobistej godności, podlegamy pod pewne "paragrafy", a nie tylko przejawiamy nieeleganckie formy komunikowania się. Ale możemy posługiwać się innym wyrażeniem "od świńskim", a mianowicie mówiąc, że "to jest świństwo", a więc przenosząc ocenę z osoby na jej zachowanie i wtedy zmienia się perspektywa analizy osoby, która wypowiedziała swój sąd/pogląd, na określoną sytuację, którą próbuje wartościować i oceniać. Zgadzam się - wulgaryzmom mówimy - "precz". Na koniec pragnę zaznaczyć, że Pan również z pewną swadą i dość "niewybrednie" zacytował za Krytyką Polityczną ....... Pozdrawiam.
Język jako narzędzie porozumiewania się - ma swój kod, swoją dynamikę, rozwój, wzajemne przenikanie się między warstwą naukową i tą potoczną. Język potoczny jest językiem czynnym/żywym, podlega więc różnorodnym modyfikacjom i zniekształceniom. Neologizmy tworzone przez dziennikarzy, zapewne niewielu już dziwią, ale niektóre zapewne irytują. Ciekawa myśl: "pies jest lepszy od mężczyzny, bo umie lepiej słuchać", a może bez tego porównania mężczyzny do psa, warto zamienić na "umie i chce reagować", oczywiście chodzi o psa. A mężczyzna? Wystarczy, że " jest", a reszta najczęściej poza zasięgiem! Przerzucanie się inwektywami, technika "odwracania/zamiany ról", czyli to "odwracanie kota ogonem" - to przejaw nie tylko dzisiejszych czasów, ale prowokacja, która była, jest i będzie, ponieważ wyprowadzanie ludzi na manowce daje czas "winowajcom" na wypracowanie i zastosowanie innych strategii i taktyk działania. Ciekawy wywód!
Komentarze (2)