Dlaczego hasło "Polska w budowie" niezbyt dobrze kojarzy się w Lublinie? Czego potrzebuje nasze województwo? Co pokazują ostatnie cztery lata? Kto i z czego musi się dzisiaj tłumaczyć? Wiele pytań, na które odpowiedź zawarta jest w najnowszym odcinku wideobloga Krzysztofa Michałkiewicza. Zapraszamy do oglądania.
Wideoblog Krzysztofa Michałkiewicza odc. 4. wideoblog, Krzysztof Michałkiewicz
Posiadasz konto użytkownika na ITVL.pl - komentuj tutaj.
2011-08-15 23:38:59
Na video-blogu Prezydenta Krzysztofa Żuka napisałam takie oto słowa:
"Szkoda, że nikt nie został dotychczas rozliczony za zniszczenie infrastruktury przemysłowej Lublina. Doprowadziło to do tego, że nasze miasto jest drugim w Polsce pod względem wyludniania się i chyba ostatnim pod względem średniej zarobków. Taki cud natury! I nie ma winnych, a bieda w mieście aż piszczy - wystarczy baczniej się rozejrzeć po "zakamarkach". Kiedy myślę o Cukrowni, o LZNS i wielu innych zakładach, to serce boli, a wolnorynkowe przekłamania zupełnie nie przemawiają jako uzasadnienie. Nie takie problemy potrafili rozwiązać włodarze innych miast, dbając o dobro wspólne, o mieszkańców. Wystarczy porównać rozwój obecny Białegostoku, czy Rzeszowa, dalej już nie muszę wymieniać. Nie zachłystujmy się tak bardzo rozwojem, oby było jak najlepiej, ale w mojej świadomości nadal jest tylko to, że Lublin uczelniami stoi i tylko to ratuje sytuację materialną wielu rodzin". Przeniosłam to celowo na Pana "terytorium", ponieważ w momencie, kiedy rozmawiamy o budowie, rozbudowie, bałaganie, porządku, itd., to w mojej świadomości nieodłącznym elementem myślowym jest takie właśnie przeniesienie do przeszłości, która pod wpływem wcześniejszych nie zawsze rozważnych decyzji zemściła się na poziomie życia mieszkańców naszego miasta. Niektóre decyzje zostały podjęte beztrosko, były poddaniem się bez "walki", nawet z wytycznymi europejskimi, wielu z nich jest teraz zapewne szkoda. Ale jest to problem nie tylko Lublina, ale i całej Polski - to, że nie potrafiliśmy okresu transformacji przejść w taki sposób, żeby dodatkowo nie "okaleczyć" obywateli. Teraz pozostaje rzeczywiście jedynie na tych zgliszczach infrastruktury budować coś nowego, nowoczesnego. W tym zakresie jest oczywiste, że kiedy działamy na wielu frontach, to przerób może być mniej efektywny, mniej zorganizowany i napawać trwogą co do jakości i terminowości realizacji. Jesteśmy tego świadkami na co dzień i stąd tacy sceptyczni co do produktów finalnych tych "budów". Zawsze można powiedzieć, że lepiej robić mniej, ale dobrze, niż więcej i borykać się z problemami, naprawami usterek, dodatkowymi stratami, powodowanymi ich usuwaniem, itd. Czyli ogólnie, jak widać, mamy problem z logistyką, z planowaniem długofalowym na szczeblu centralnym, z budowaniem i rozmieszczaniem systemów komunikacji międzyresortowych, a nie tylko wewnątrz poszczególnych resortów. Jeżeli podawać konkretne przykłady działań, a raczej zaniechań w zakresie inwestycji - to na uwagę zasługuje nasz "Teatr w Budowie", lepszego wskazania być nie może. Dla przeciętnego zjadacza chleba jest wręcz niepojęte, żeby po ponad 20 latach od zmiany ustroju polityczno-gospodarczego nadal nie została ukończona inwestycja rozpoczęta w PRL-u. Z czego wynika ten problem? Oczywiście zawsze jest jedno - z braku finansów, ale z czego brak pomysłu na zorganizowanie/pozyskanie tych środków finansowych? Idzie to, jak przysłowiowy żółw, a podtrzymywanie żywotności obiektu pociąga pewnie większe kwoty, niż jej ukończenie w stosownym czasie. KONKLUDUJĄC - ma Pan Poseł rację, obecnie Polska bałaganem stoi, ale może tak, jak przy sprzątaniu, najpierw zawsze jest "rozgardiasz", a dopiero potem przychodzi "przejrzystość". Zobaczymy co będzie jesienią i komu przypadnie rola tego ostatecznego porządkowania! Rozwój jednak polega na ustawicznym przeplataniu się potrzeb społecznych z dynamiką standardów ich realizacji, a to jednoznacznie nie wyklucza podejmowania kolejnych "budów", a jedynie może ich lepszego jednak uporządkowania, no i ewentualnego spowolnienia w zakresie inicjatyw, kiedy już dorównamy krajom najbardziej rozwiniętym. Wtedy może będziemy z przyjemnością korzystać z naszego społecznego dorobku. Ale i tu przychodzi mi na myśl, że apetyt rośnie w miarę jedzenia - stąd też trudno liczyć nawet na jakieś długotrwałe "ochłodzenie".
Komentarze (1)